Wawerska Piątka i mało optymistyczne podsumowanie ostatnich miesięcy

wawerska-piatka

Dawno tu nie pisałem, jednak biegam cały czas, ostatnio nawet po 6-7 razy w tygodniu. Niestety, trochę jestem już rozczarowany, przez ostatnie kilkanaście miesięcy nie zrobiłem niemal żadnego postępu. Podobno w treningu jest fajne to, że jego efekty są mierzalne i ciężka praca przynosi satysfakcję w postaci poprawy wyników. U mnie póki co to sfera bajek, od roku stoję w miejscu, momentami mam nawet wrażenie jakbym się cofał.

Cały rok poświęciłem na poprawienie czasu na 5 km, rezygnując z innych dystansów. Patrząc optymistycznie mogę powiedzieć, że urwałem ponad pół minuty schodząc z 21:48 na 21:16. Patrząc realistycznie – na sześć startów tylko dwa razy pobiegłem szybciej niż w 2013 – raz były to 4 sekundy poprawy i raz wynik 21:16 – osiągnięty na tej samej trasie w nieporównywalnie lepszych warunkach (10 stopni chłodniej niż rok wcześniej). W zeszłym roku biegałem z marszu, niejako przy okazji innych dystansów, w tym te biegi były głównym celem.

Za dwa tygodnie mam już ostatnią próbę (Bieg na Piątkę 28 września), dzisiaj było przedostatnie podejście – Wawerska Piątka. I szczerze mówiąc, wierzyłem, że w końcu zejdę poniżej 21 minut. W ostatnich dniach, aby być w pełni zregenerowanym, zrobiłem krótką przerwę, czułem się naprawdę dobrze i… po 1,5 km biegu zakładanym tempem miałem tętno 181, co odpowiada 97% mojego HRMax. Dobiegłem w męczarniach z czasem 22:05.

Wnioski? Nie mam żadnych. W tym roku trenowałem mocniej i lżej, biegałem na pełnym i niepełnym wypoczynku, robiłem krótkie i długi interwały, podbiegi, przebieżki. W chwilach zwątpienie wydaje mi się, że te wszystkie frazesy o dobrym treningu, ciężkiej pracy są zwykłym mitem, a w 90% decyduje genetyka. Trzeba po prostu mieć predyspozycje i być podatnym na trening, aby były stałe efekty. W przeciwnym razie organizm szybko dochodzi do ściany i – tak jak u mnie – 1000 kilometrów wybieganych w pół roku przekłada się na poprawę kilku sekund, w granicach błędu statystycznego.

Oczywiście mam nadzieję, że jestem w błędzie.

4 Comments

  1. Wojtek

    To dziwne, bo powinieneś jednak zobaczyć poprawę dość szybko. Fakt, że pogoda nie była najlepsza, ja pobiegłem ponad 20 min, a spokojnie biegam ok 19:20-30. Był wiatr, gorąco i trasa zarówno u Ciebie, jak i na garminie kolegi i na moim polarze 5.120 m.
    To nie żadna genetyka tu decyduje, może za mało wypoczynku przed startem ? a może za dużo? Nie wiem jakie treningi robiłeś, sta ciężko coś wywnioskować, ale borykałem się jeszcze niedawno z podobnym problemem złamania 20 minut i też mnie szlag trafiał. Powodzenia, musi się udać.

    • No właśnie, dziwne. No nic, jeśli nie w tym roku, może w następnym się ruszy. Jeśli chodzi o wypoczynek przed startem, to był wystarczający. Treningi robiłem urozmaicone, tj. interwały (raz w tygodniu), podbiegi (raz w tygodniu), spokojne wybiegania (pozostałe dni). Do tego rozciąganie, brzuszki, podciąganie na drążku. Myślę, że trening był odpowiedni.
      Zresztą, biegam dopiero drugi pełny rok i wydaje mi się, że mam jeszcze rezerwy. Tak jak analizuję postępy innych, wychodzi na to, że na obecnym etapie, poprawę powinienem mieć z każdego treningu. Nawet człapiąc pięć razy w tygodniu w jednostajnym tempie.

  2. Wojtek

    To jeśli jesteś „wybiegany” to może brakuje Ci wytrzymałości tempowej? Biegi ciągłe robiłeś? albo kilometrówki, dwójki itp?

    • Robiłem treningi typu 5 x 1 km czy 3 x 2 km.
      W każdym bądź razie dzisiaj pobiegłem trochę lepiej – 21:03. To w dalszym ciągu poniżej moich oczekiwań, ale optymistycznie nastroiło mnie na przyszły rok.

Dodaj komentarz